Plaża Marina di Grosseto

Szukacie plaży w Toskanii? No to z czystym sumieniem mogę polecić Wam tę w Marina di Grosseto. Wybraliśmy się tam, będąc na wakacjach w Sorano i myślę, że był to strzał w dziesiątkę.

Tak już jakoś mam, że wolę morze niż góry, ale najlepiej to połączyć. Skoro stacjonowaliśmy na pagórkowatym terenie, to nad morze trzeba było podjechać. A, że zrezygnowałem przed wakacjami jednak ze szczegółowego planowania naszego wypoczynku, to i nie byłem przygotowany na jaką plażę pojedziemy. Po prostu się umówiliśmy, że jak, któregoś dnia wstaniemy i uznamy, iż nam się chce, to jedziemy. Dopiero wtedy mieliśmy myśleć nad celem.

Tak też się stało. Był wtorek, nasz trzeci dzień w Toskanii. Zapada męska decyzja o wycieczce na plażę. Czy pobiegłem do recepcji zapytać, co polecają? A może do sąsiada na dół? Albo w punkcie informacji turystycznej na dole w mieście? Nie. Od czego mamy wujka Google. Trafiłem na kilka blogów i już nie wiem, nie pamiętam, który to wpis przesądził o naszym wyborze. Po prostu zaufaliśmy tej opinii i stąd teraz też mój wpis dla Was, bo może też ktoś z Was mi zaufa w tym temacie.

Pomysł na plażę, dojazd autem

Mieliśmy kawałek, bo tymi krętymi, lokalnymi, często też podniszczonymi nieco drogami, jechaliśmy w sumie z 2 godziny i 20 minut. Bez szaleństw, podziwialiśmy widoki Toskanii, było bardzo przyjemnie.

Trochę się martwiłem, gdzie tam zaparkuję swoją kolubrynę. Toż to na polskich ulicach wydaje mi się mega długie auto, a co dopiero mówić o włoskich uliczkach? Przecież czasami miałem wrażenie, że takie kombi to komicznie wygląda przy tych malutkich Pandach, Fiatach 500, Swiftach itp. I słuchajcie jakie pozytywne zaskoczenie. Wjeżdżamy, a przed nami odsłania się długi oraz szeroki parking wzdłuż plaży. Ok, spoko jest pierwsza euforia, ale zaraz pojawia się pytanie. Dobrze sobie liczą za mój komfort, czy jednak będzie znośnie? Jak myślicie? Ja się zaskoczyłem pozytywnie po raz drugi, ponieważ opłata za cały dzień to zaledwie 3 euraski, a za pojedynczą godzinę 0,60 euro.

Piaszczysto i taniej

Dobra, pora wreszcie na samą plażę. W Abruzji za zestaw 2 leżaków i parasola płaciliśmy w 2011 roku 19 euro za jeden dzień, więc tu się też spodziewałem jakiś 20 euro. Tymczasem za miejscówkę z takim kompletem wydałem 15 euro (czyżby efekt kryzysu? Czy po prostu Adriatyk droższy?). W sumie z parkingiem wyszło mniej niż liczyłem. Wiecie co się w takich chwilach pojawia na mojej twarzy? Oczywiście „banan”.

Otrzymaliśmy stanowisko nr 103, jakiś 4-5 rząd od strony parkingu. Plaża jest szeroka, więc te… nie wiem, może z 20 metrów, może z 25 metrów do linii brzegowej mieliśmy.

Bardzo podobał mi się piasek. Drobniutki, żółty, nie jakiś żwir. Do tego tak się skubany nagrzał, że chyba spacer po rozżarzonych węglach jest łagodniejszy. Przyznaję, wymiękłem chyba za czwartym razem i do brzegu podszedłem w japonkach. Myślę, że spacer z tego miejsca, gdzie byliśmy do drugiego końca plaży mógłby nam zając z 2-3 godziny. Bardzo długa plaża.

Leżing i plażing | Marina di Grosseto | WakacjeWlochy.lh.pl
Leżing i plażing | Marina di Grosseto | WakacjeWlochy.lh.pl

Morze Tyrreńskie

Woda… jakby to opisać? Wydawała się mniej słona od Adriatyku, ale chyba bardziej przejrzysta niż w Silvi Marina. Pływały sobie miejscami algi, ale nie było to uciążliwe. Jest też płytko i to dość daleko. Pewnie dlatego też było dużo rodzin z dziećmi. Wydaje się bezpiecznie, bo ratownicy rozstawieni tak co 100 metrów.

Morze Tyrreńskie | Marina di Grosseto | WakacjeWlochy.lh.pl
Morze Tyrreńskie | Marina di Grosseto | WakacjeWlochy.lh.pl

Oczywiście jakieś zimne napoje, czy lody to nie problem, bo bar na barze między parkingiem a plażą. Do tego oczywiście stały element plażowego krajobrazu, czyli ciemnoskórzy (jak to teraz poprawnie określać, aby się nie narazić?) handlarze. Chodzą niemal ze wszystkim: okulary przeciwsłoneczne, biżuteria, akcesoria i zabawki na plażę, świeże owoce itd. Brakowało chyba tylko faceta z taboretami, jakiego z kolei widzieliśmy na Sardynii.

Spędziliśmy nad morzem tego dnia ponad 6 godzin. Pełny chillout, leżing, smażing i morzing. Ludzi dużo, ale było spokojnie. Nie mam naprawdę na co marudzić. Polecam!

Komentarze

komentarze