Autostradą do Włoch

Co za czasy. Wskakuję pod domem na autostradę i praktycznie dopiero ok. 50 km przed miejscem docelowym z niej zjeżdżam. Kiedyś nie do pomyślenia, a dzisiaj pełna wygoda. Dlatego zdecydowałem się na wakacje samochodem, bo mogłem cały czas jechać autostradą do Włoch.

Ok. Wiem, że nie wszędzie jeszcze u nas są autostrady albo ekspresówki, ale jest znacznie lepiej niż w latach ’90, kiedy podróżowałem z rodzicami. Ja mam ten plus, że mieszkam we Wrocławiu i to jeszcze nieopodal A8. Przy okazji powiem Wam, że taka podróż autostradą do Włoch niesie ze sobą wiele ciekawych doświadczeń.

Różne ograniczenia, różna kultura jazdy

Jechałem przez Niemcy, Austrię i Włochy. W każdym z tych krajów można było zobaczyć inny styl jazdy wśród miejscowych. Pamiętam jak kiedyś mówiono „A na zachodzie to mają drogi”, „w Niemczech to można pojeździć przyjemnie” itd. Do tego nie raz słyszałem, że „a na autostradzie to nie lubię jeździć, bo tak monotonnie”. Wiecie co? Można sobie te wszystkie zdania włożyć głęboko w…

W Niemczech jechałem od Zgorzelca najpierw ich 4, potem 72, 9 i 8. Oprócz 4 i dłuższego odcinka 72, wszędzie jakieś zatory, remonty, zwężenia. Trzeba było być czujnym. Zwłaszcza na 9 do Monachium jest masakra (stan na lipiec 2016). Do tego poznałem co to znaczy „jeździć na Niemca”. Wyobraźcie sobie sytuację: jadę 140 km/h lewym pasem, bo mijam szereg pojazdów i nagle bez kierunkowskazu, tuż przed maskę wyjeżdża mi auto na niemieckich blachach. To się powtarzało kilka razy.

Co jednak muszę przyznać, to fakt, że nie szaleją na tych autostradach. Owszem zdarzy się tak, jak i u nas jeden, drugi, czy trzeci, który uważa się za króla lewego pasa. Mają na licznikach po 200 czy 220 i reszta ma się chować. Jednak większość była bardziej rozsądna.

Jeszcze mocniej widać to było w Austrii. Szczerze to nie wiem jak wielkie tam są mandaty, ale chyba fes, bo naprawdę nie widziałem nikogo z austriacką rejestracją, aby pędził. To nawet mnie się już głupio zrobiło i sam jechałem jakieś 130-140 na prawym pasie. Wiecie taka podświadoma presja społeczna mi się chyba włączyła.

Podobnie zresztą było w północnych Włoszech, choć tam akurat dostrzegam jeszcze jedną przyczynę nieco bardziej ostrożnej jazdy. Mianowicie odcinki autostrad w Veneto i Trentino wydają się jakieś takie wąskie. Serio. W momencie, gdy zbliżałem się np. do jednego z wielu jadących tamtędy kamperów, to musiałem się mocniej koncentrować, aby przypadkiem nie zarysować się o nich lub o bariery. Później już było lepiej, a w ogóle bajka to była Autostrada del Sole. Piękne widoki, prosta, szeroka. Przez dłuższy fragment było nawet pięć pasów chyba i tam również nie zauważyłem, aby skrajnie lewym jechali miłośnicy prędkości.

We Włoszech też autostrada wymaga jednak koncentracji. W drodze powrotnej na północnych odcinkach tworzyły się zatory, gdzie nie tylko zwalniałem, ale wręcz się zatrzymywałem. Nie było to związane z żadnym remontem, z żadnym wypadkiem. Po prostu do dyspozycji dwa pasy, a natężenie spore. W takiej sytuacji wystarczy, że jakiś autobus będzie wyprzedzał ciężarówkę albo trafi się jakiś Gianluigi wiekowy, co samochód odpala od czasu do czasu i już korek gotowy.

Opłaty na autostradach na trasie do Włoch

Odcinek polski z Wrocławia jest bezpłatny. Pewnie już dawno by tam zamontowali jakieś bramki, ale są pomysły, aby dołożyć do granicy po jednym pasie w obie strony, zlikwidować kilka węzłów i wiaduktów, dodać inne. W takiej sytuacji na razie nie ma sensu bawić się w „płatną autostradę”.

W Niemczech choć od bodaj dwóch lat chcą jakieś opłaty wprowadzić dla zagranicznych kierowców, to póki co Bruksela skutecznie blokuje ich zapędy.

Pierwsze opłaty pojawiają się w Austrii. Tu od razu mała rada. W tym kraju obowiązują winiety. Warto taką kupić na stacji jeszcze tuż przed granicą, bo potem w kierunku Innsbrucka następna okazja jest jakieś 20-25 km, a to już spory odcinek. Po co się narazić na kosztowny mandat. Są skrupulatni pod tym względem. Pamiętam, gdy jako dziennikarz byłem na Euro 2008 i jechałem z Innsbrucka do Seefeld. Zatrzymali mnie zaraz na zjeździe. Miałem co prawda winietkę, ale nie przyklejoną na szybę. Wtedy przed mandatem uratowała mnie akredytacja dziennikarska i aura turnieju. Skończyło się na pouczeniu i od razu miałem nakleić winietę. Najtańsza kosztuje niecałe 9 euro i obowiązuje przez 10 dni. My we Włoszech byliśmy 7, więc idealnie był zapas.

We Włoszech z kolei są brameczki. W porównaniu do Polski jest to jednak bardzo wygodnie zorganizowane. Zaraz po przekroczeniu granicy austriacko-włoskiej automat zapodał mi bilecik. Jechałem w sumie chyba po trzech autostradach, ale płacić musiałem dopiero w momencie, gdy całkowicie zjeżdżałem z trasy. Na bramkach w Chiusi w Toskanii wyszło 41.40 euro.

Autostradą do Włoch | WakacjeWlochy.lh.pl
Autostradą do Włoch | WakacjeWlochy.lh.pl

Autostradą do Włoch, czyli przygody czar

Wspominałem, że nie zgadzam się z opinią, że na autostradzie jest nudno i monotonnie. Bo nie jest. Oczywiście w takiej trasie mogą przytrafić się różne przygody. Całe szczęście, że nam nie zdarzyło się nic poważniejszego, ale coś tam jednak na wspomnienia jest.

Jeszcze w Niemczech trzeba było się zatankować. Zjechaliśmy na stację, ale do dystrybutorów kolejka. Byłem wówczas czwarty. Spokojnie, przecież nikt nas nie goni. Pełen chill. Przyjemna pogoda, uchyliłem drzwi i czekam. Po chwili patrzę, a pojazd przede mną się cofa. Szybka próba z klaksonem, ale boom. Pozamiatane. W głowie i pod nosem pojawiło się soczyste słowo, które powiedziałby chyba każdy na moim miejscu. Podchodzę, pukam w szybę, za kierownicą dinozaur. To znaczy bardzo wiekowa, niemiecka staruszka. Rzucam do niej elokwentnie po angielsku, że uszkodziła mi samochód, ale ona tylko „Was?”. No tak – NAS pani uderzyła. Wyraźnie nie jarzyła o co mi chodzi. No to trochę na migi i „auto boom”. Zrozumieliśmy się, ale trudno jej było uwierzyć, że ona to zrobiła. Skończyło się na rozbitym kloszu kierunkowskazu, sama żarówka działała. Dogadaliśmy się. Pani wyciągnęła gotówkę, ale teraz muszę to naprawić. Także uważajcie. Albo podjeżdżajcie bardzo blisko, aby się ewentualnie nie rozpędził cofając albo zróbcie porządny bufor.

Kolejna przygoda wiąże się natomiast z tym, że nie lubię gotówki. Jestem zwolennikiem plastikowych kart. Tak się złożyło, że nie wziąłem nawet kilku euro w papierku nawet tak na wszelki wypadek. Zjechaliśmy z autostrady, podjeżdżamy do bramek. Nie było człowieka, ale automat. Ok, można płacić kartą. Włożyłem kilka razy do czytnika i to kilka różnych kart. Za każdym razem wyświetlał się komunikat, aby zapodać nową kartę. Wreszcie nie wytrzymałem i czerwonym guzikiem zawołałem pomoc. Przyszedł pan, dał mi wydruk oraz otworzył szlaban. Okazało się, że mogę zapłacić przelewem w ciągu 15 dni lub przy okazji kolejnej płatności, jeśli będzie człowiek w okienku lub też w blaupunkcie na określonych zjazdach.

Na koniec może nie tyle przygoda, co zabawna sytuacja. Zjechaliśmy na tankowanie we Włoszech. Dodam przy okazji, że koszt litra Diesla na autostradzie jest wyższy tak mniej więcej o 30-40 centów niż na stacji gdzieś w miasteczku (kosztuje pomiędzy 1,50 a 1,60 euro). Zanim jednak podjechaliśmy do dystrybutora, postanowiliśmy coś przekąsić. Przebity w tych sklepach/barach na stacji mają super. Butelka wody niegazowanej, która normalnie kosztuje 10-30 centów, na takim postoju kosztuje już ok. 1 euro. Kanapka z prosciutto crudo i rukolą to już wydatek 4,50 euro. No, ale ok. Podchodzę do lady z kanapkami i się coś zamyśliłem, zapowietrzyłem, a sprzedający do mnie rzuca tekstem: „Jesteś we Włoszech, to mów po włosku”. Wyobraźcie sobie jaką miał po sekundzie minę, kiedy mu po włosku odpowiedziałem, że nie ma problemu. Koleś się nie spodziewał. Swoją drogą nie ma co, świetne podejście do klienta.

Wakacje samochodem jak najbardziej na plus

Tak podsumowując przyznaję, że spodobały mi się wakacje samochodem. Ma to dużo plusów. Fakt, że cały czas praktycznie mogę jechać autostradą do Włoch się do nich zalicza. Mimo, że było kilka przygód oraz miejsc, gdzie nerwica człowieka brała. Ważne, aby przy planowaniu wakacji na własną rękę brać pod uwagę opłaty oraz koszty na stacjach benzynowych.

Jeśli lubisz Włochy, interesują Cię wakacje we Włoszech lub po prostu podoba Ci się ten blog o Włoszech i wakacjach, to koniecznie obserwuj nas na Facebook, Instagramie lub Google+. Będzie również bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz pod spodem. Dzięki!

Komentarze

komentarze